
©Kamil Kukla
Mieszkam w borku. Nic szczególnego się tu nie dzieje. Drzewa rosną, larwy drążą, głodne dzięcioły korę tłuką. Chętnie w borek wchodzę i przeczesuję. Obniuchuję pniaki, najchętniej powalone. Żłoby z wodą zimą skuwa lód, na który stopa chętnie wpełza. Skorupa zapada się z chlupnięciem. Teraz sucho. Książka szeleści kartkowana. Z nieba cieknie i strumień do bagna wpływa. Gałązki tamują odpadki. Papiery, plastiki, gumy wyhamowują. Coś trzaska, na co wybałuszam. W szałas wsiąkam tyłem. Dłoń lewa, dłoń prawa — odlatują obie na cienkim pasku kończyn. Larwa rośnie, toczy miazgę i wypluwa tyłem. Wciągam film kolejny, a potem śni mi się znów i przywidza, by rozpłynąć bełtem. Nic nie pamiętam, jakby mnie nie było, jakbym zasnął twardo. Borek się wybudza jednak i na wzgórek wciąga. Lądolód łaskawie cofnął się przed lasem. Notuję z ulgą obdarowany hojnie.
- Piątek
13 - 19 - Sobota - Niedziela
17 - 19