
Rexy Tseng
Wystawa podejmuje dialog z dwiema dominującymi tendencjami współczesnej kultury wizualnej. Pierwszą z nich jest zobojętnienie procesu tworzenia obrazów w epoce „cancel culture” i algorytmicznego oczyszczania mediów społecznościowych — tam, gdzie autocenzura i łagodzenie wyrazu artystycznego stają się ceną za popularność i akceptację. Drugą jest powszechna dostępność pornografii — zarówno softcore, jak i hardcore — w dobie nieograniczonego dostępu do internetu, co doprowadziło do normalizacji i zobojętnienia wobec treści niegdyś stygmatyzowanych lub zakazanych. Te dwa przeciwstawne impulsy — nadmiaru i ograniczenia — odsłaniają sprzeczności wpisane w samą istotę współczesnej kultury wizualnej i jej granic społecznych.
Wraz z rozwojem algorytmów wyszukiwania i generatywnej sztucznej inteligencji nawet najbardziej odległe zakątki wyobraźni mogą dziś zostać zobrazowane. Z jednej strony stanowi to demokratyzację procesu tworzenia obrazów; z drugiej — podważa siłę oddziaływania obrazu i samą wartość prawdy. Reprodukcja, zawłaszczanie i manipulacja obrazem stały się tak naturalne i nieustanne jak oddychanie. W tym kontekście rodzi się pytanie: co właściwie znaczy
dziś „konsumować” obrazy? Czy to jedynie samopotwierdzająca pętla uprzednio uformowanych przekonań? A może niekończące się poszukiwanie kolejnych dawek endorfin? Co się dzieje, gdy buntowniczy duch artysty ustępuje wobec pożądania lajków?
Tytuł wystawy — „Sensitive Content” — odnosi się do nakładki ostrzegawczej, którą algorytmy Instagrama stosują wobec postów oznaczonych jako „wrażliwe”: nagości, seksualności, przemocy, polityki czy innych tematów uznawanych za kontrowersyjne. Motywy te od wieków obecne są w historii sztuki, lecz w roku 2025 wyczuwalny jest zwrot ku wartościom konserwatywnym. Jeśli internet otworzył tamy swobodnego dostępu do informacji, odczarował nagość i obdarzył masy ich własnymi „piętnastoma minutami sławy” — to co właściwie jest dziś stawką?
Wystawę otwiera niejednoznaczne selfie artysty, wykonane po intensywnej sesji masażu sportowego. Skóra, pokryta siniakami, przypomina ciało naznaczone bolesnym doświadczeniem. W dłoni — telefon, obiektyw skierowany na zewnątrz; oko kamery staje się zarazem introspektywne i inwazyjne. Fotografia ta, pełniąca rolę manifestu otwierającego, zaprasza widza, a jednocześnie go przesłuchuje. W epoce wszechobecnych kamer i mediów społecznościowych nieustannie nagrywamy i jesteśmy nagrywani. Żyjemy w rzeczywistości, która wykracza poza państwo nadzoru — kamera staje się równocześnie narzędziem samoobrony, bronią wymierzoną w prywatność i maszyną produkującą sławę.
To świat okrutny, w którym impuls wizualny góruje nad rozumem. W jednej chwili anonimowa publiczność potrafi cię wynieść na piedestał, by w następnej — zniszczyć bez powodu. Jak pisał Warhol: „Jeśli chcesz wiedzieć wszystko o Andym Warholu, spójrz na powierzchnię moich obrazów, moich filmów, na mnie — i tam mnie znajdziesz. Niczego więcej nie ma.” Ta myśl trafnie oddaje nastrój współczesnej konsumpcji mediów społecznościowych: krótkie skupienie uwagi, nieustanny potok bodźców i reklam. Uczestniczymy w świecie fragmentów — płytkich, ulotnych i powierzchownych. Jesteśmy nieustannie oceniani za to, jak wyglądamy — zarówno w rzeczywistości, jak i w sieci. To spłaszczenie egzystencji, w którym „dobrze wyglądać” znaczy więcej niż „mieć dobre intencje”.
„Tylko płytcy ludzie nie oceniają po pozorach. Prawdziwa tajemnica świata tkwi w tym, co widzialne, nie w tym, co niewidzialne.” — Oscar Wilde
- Poniedziałek - Wtorek
9 - 19 - Środa - Sobota
11 - 19